"Gin gwai" to azjatycki horror stworzony przez Oxide Pang Chun i Danny'ego Panga, czyli reżyserów jednych z najlepszych azjatyckich filmów grozy bieżącej dekady ("Od-rodzenie", "Zdjęcie śmierci"). Film opowiada o dziewczynie - Yee (Candy Lo), która po przeszczepie rogówki odzyskuję wzrok. Przez zamazany obraz, widzi niewyraźne postacie. Z czasem okazuję się, że widzi dusze osób, które nagle zmarły.
Jak to zawsze bywa z azjatyckim kinem grozy, liczyłem na dużą dawkę strachu i ciekawą fabułę. Już teraz mogę powiedzieć, że otrzymałem dwa razy więcej. Z początku, fabuła z wolna posuwa się do przodu, ale już wprowadzając u widza niepokój, poprzez ukazywanie oczami bohaterki niewyraźnych postaci. Na skuteczność horrorów braci Pang wpływa niezwykle dopracowane połączenie ruchu kamery, z dźwiękiem. Zresztą jest to cechą charakterystyczną prawie wszystkich azjatyckich filmów grozy.
Gra aktorska, także nie pozostawia niczego złego do zarzucenia. Candy Lo zagrała swoją rolę bardzo dobrze, autentycznie, tak jak reszta aktorów drugoplanowych. Kolejnym wielkim plusem jest to, co zazwyczaj jest psute - czyli zaskoczenie. Liczyłem na happy end, a jednak dostałem coś o wiele lepszego.
Ciężko mi jest wyłapać jakiekolwiek minusy tej produkcji, ponieważ film bardzo mi przypadł do gustu.
Oglądając "Oko" zastanawiałem się, czy azjatyccy reżyserzy horrorów, osiągnęli już apogeum swoich możliwości, czy jeszcze nas czymś zaskoczą. "Gin gwai" plasuję się wysoko na mojej liście. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego horroromaniaka.





